poniedziałek, 2 lutego 2015

Liebster Blog Award

Zostałam nominowana przez ~ Mixi Hideki ~ ( gorąco polecam zajrzeć na jej blogi:
 http://podwojna-dusza.blogspot.com/,
 http://spotkanie-wsrod-krwi.blogspot.com/,
 http://swiatninjanaszymioczami.blogspot.com/,
http://watahakrwawejpelni.blogspot.com/
^^ )

Odpowiedzi na pytania:
1.Czy kiedykolwiek pomyślałeś/aś o tym, że fajniej byłoby być kimś innym? Jeśli tak to kim?
Raczej o tym nie myślałam :)
2. Co robisz, żeby poprawić sobie humor?

Rysuję.
3. Jaką postacią z filmu/anime/książki byś był?

Nie wiem.
4. Wolisz czytać czy pisać?

Obydwie rzeczy tak samo lubię robić.
5. Kim chciał(a)byś zostać w przyszłości?

Psyholożką.
6. Twój ulubiony portal społecznościowy?

Ask.fm
7. Jaki kolor mają ściany Twojego pokoju?

Fioletowy.
8. Jakiej potrawy nie cierpisz?

Nie cierpię ostrych potraw.
9. Czego byś nie zrobił/a nawet za 10000000$?

Nie oddałabym moich rodziców. Brata to może tak, ale rodziców nie xD
10. Kiedy wpadłeś/aś na pomysł prowadzenia bloga i dlaczego to robisz?

Na samym początku to byłam zwykłą Directioners. Później wpadłam na pomysł zrobienia fanficka. Zaczęłam pisać najpierw na telefonie. Zdecydowałam się przelać to wszystko na bloga ( w czym pomogła mi właśnie Mixi :)). Piszę to z nudów.
11. Jaka była Twoja reakcja, gdy dowiedziałeś/aś się, że zostałeś/aś nominowana?

Szczerze...? Przez cały dzień strasznie mnie nosiło :D

Nominuję:

http://podwojna-dusza.blogspot.com/
http://watahakrwawejpelni.blogspot.com/
http://dark-story-with-niall-horan.blogspot.com/

Na razie tyle nominacji :)

Pytania:
1. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
2. Masz zwierzę? Jeśli tak, to jakie?
3. Ulubiona książka?
4. Ulubione filmy?
5. Kim jest twój idol?
6. Ile czasu spędzasz na komputerze/tablecie/komórce?
7. Jaki kraj chciałabyś/ chciałybyście zwiedzić?
8. Masz przyjaciela/przyjaciółkę/przyjaciół/przyjaciółki?
9. Ulubiony smak lodów?
10. Ulubiony zespół muzyczny?
11. Co motywuje cię/ motywowało cię do pisania bloga?

Pozdrawiam gorąco! :))

Część siódma

Weszłam do domu. Sciągnęłam płaszcz i buty. Na schodach stała Liv. 
- Ćśśś... Nicole śpi... 
Przy każdym jej kroku schody skrzypiały.
- Mag, podejdź trochę...
Podeszłam do schodów.
- Obróć się tylko tyłem...
Zrobiłam to co kazała. Wtedy podułam na plecach ogromny ciężar. Rękami złapałam łydki Liv.
- To za to, że cię nie było. Wio do kuchni, jeśli chcesz śniadanie.
Na palcach, co nie było takie łatwe niosąc Liv na barana, przeszłam do kuchni. Umieściłam Liv na kuchennym blacie. Sprawdziłam godzinę, 11.00. Nicole już na pewno nie śpi.
- Idę do niej, a ty tu rób śniadanie! Raz dwa! 
Stąpając delikatnie po schodach usłyszałam ciche śpiewanie dochodzące z zamkniętych drzwi mojej sypialni. Cicho je otworzyłam. Śpiew się nasilił. Nicole siedziała na łóżku, plecami do drzwi i śpiewała " Thousand years " Christiny Perrie. Miała naprawdę piekny głos. Teraz dopiero zauważyłam jej czarne falowane włosy w nieładzie. 
- Hej - uśmiechnęłam się, gdy skończyła piosenkę.
Odwróciła się zarumieniona.
- Ładnie śpiewasz - usiadłam obok niej.
- Dzięki... 
- Maggie, nie miałyśmy okazji się poznać - wyciągnęłam do niej dłoń.
- Nicole - uścisnęła ją.
Wymieniłyśmy się uśmiechami.
- ŚNIADANIE! - ryknęła Livia z dołu.
Zerwałyśmy się i zeszłyśmy na dół. Ach, zapach naleśników poznam wszędzie, tylko szkoda, że przypalonych. 
- Siadajcie, oto naleśniki " by Livia "!
- O, tym razem są czarne tylko z jednej strony - pokazałam jej język.
- To już sukces - przytaknęła Nicole siadając na kanapie.
- Starałam się...
- Dobra, nakładaj.
Wyciągnęłam z szafki trzy talerze. Liv nałożyła po dwa naleśniki i położyłam talerze na stoliku na przeciwko kanapy. Włączyłam pierwszy program. Wiadomości.
" Kolejna wpadka wielkiej gwiazdy! "
Przełączyłam na następny.
" Mały hipcio... "
Trzeci program.
" Baby, baby, baby, oooh... "
Czwarty.
" Dziś niebo może być lekko zachmurzone... "
Uh, piąty.
" Jak mogłeś mnie tak oszukać?! Ech, już nigdy mnie nie odzyskasz! "
Szósty.
" Kto wygra, kto wygra... GOOOOL!!! "
Siódmy.
" Już go atakuje z prawej strony... wyprzedza, wyprzedza... "
Ósmy.
" Wystawia i... zbija! Punkt! "
- Jakie to nudne... - mruknęłam przegryzając naleśnika.
Wyłączyłam TV i chciałam sięgnąć po naleśnika, ale talerz był pusty. 
- Chwila nieuwagi i... Liv zdobywa naleśnika! 
Obróciłam się do tyłu. Liv z naleśnikiem w ustach robiła kawę. Gdy Liv upuściła kubek z kawą chichot przeobraził się w śmiech.
Dzwonek do drzwi. Wstałam i ciągle się śmiejąc otworzyłam drzwi. Ech, kurier.
- Dzień dobry - mruknął.
- Dobry, dobry... - ciągle się śmiałam.
Oparłam się o framugę.
- Wnieść? - zapytał wskazując na tir z logo sklepu z meblami.
- Tak, tak... - ocierałam łzy chichocząc.
- Czy pani jest pod wpływem środków odurzających? - uważnie mi się przyjrzał.
- A czemu? - trochę spoważniałam.
- Pani taka wesoła... - pokręcił nosem - Coś mi tu śmierdzi...
Dopiero teraz wyczułam dziwny zapach unoszący się w powietrzu.
- Liv! Naleśniki! - krzyknęłam wbiegając do pomieszczenia.
Livia próbowała opanować dym unoszący się w salonie. Nicole próbowała uratować patelnię.
- Gotowe! 
Weszłam do holu. Stały tam dwa ogromne kartony. Kurier podał mi kartkę i długopis.
- Proszę o podpisik.
Podpisałam się i wręczyłam kartkę kurierowi.
- Dobranoc! - machnął ręką.
- Yyy... dziękuję... nawzajem...
Zamknął za sobą drzwi. 
- I co? - wyjrzałam do kuchni.
- Uratowałam patelnię! - z triumfem wykrzyknęła Nicole.

- - - - -

Huh. Udało się :D
Do następnego!

Część szósta

Nie obudziłam się w łóżku. Obudziłam się na krześle w szpitalnym korytarzu. Próbowałam wstać, miałam nogi jak z waty. Lekarz wyszedł z swojego gabinetu.
- Dzień dobry, czekała pani? 
- Tak. Co z nim? 
- Jest osłabiony. Powoli się rozbudza...
- Mogę go zobaczyć? - przerwałam doktorowi.
- Nie za długo, sala 20 - uśmiechnął się. 
- Dziękuję! 
Szybko znalazłam salę 20. Była piętro niżej. Powoli otworzyłam białe drzwi. Zobaczyłam blondyna leżącego w łóżku. To na pewno był Niall. Otworzył niebieskie oczy. 
- Hej, nie przeszkadzam? - szepnęłam.
Chłopak przyjrzał się mi.
- Maggie? 
- A któż by inny? - uśmiechnęłam się.
Usiadł na łóżku.
- Jak ty tu... - wyjąkał.
- Jestem świadkiem wypadku... - przysiadłam na krześle obok Nialla.
- Jak to się stało?
- Nie wiem. 
- Mieszkasz w Londynie? - zapytaliśmy jednocześnie, na co zachichotałam, za to Niall był dalej w lekkim szoku.
- Mieszkam tu razem z Livią.
- Tą Livią?
- Tak, a ty?
- Mieszkam tu z Harrym.
- Tym Harrym? 
- Tak - tym razem on się uśmiechnął - pracujesz gdzieś?
- Yyy... w restauracji, a ty? 
- Nie pracuję.
- Masz jakieś hobby? 
- Piszę piosenki... - spuścił głowę.
- Jeju, to super.
- Serio?
- Taaak...
Naszą rozmowę przerwał lekarz: 
- Panie Horan, czeka nas kilka badań.
Wstałam z krzesła.
- Odwiedzę cię jeszcze, wracaj do zdrowia! - pomachałam mu wychodząc.
- Hej - rzucił pogodnym głosem.
Gdy byłam na korytarzu postanowiłam zadzwonić do Liv.
- Liv, żyjesz?
" Jakoś... i co? To Niall? "
- Tak. Poznał mnie.
" Jak się czuje? "
- Nawet nieźle.
" To dobrze. Podjechać pod ciebie? "
- Nie musisz.
" Ok, to przynajmniej zrobię ci śniadanie. "
- I kawę! 
" Taaa, jasne. Ok wracaj szybko! "
- Paa! 
Schowałam telefon do kieszeni. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłam do przystanku.
* Niall *
Spotkałem Maggie, to niemożliwe. A jednak.
- Niall, mógłbyś się skupić? - poprosił lekarz.
- Tak, już czytam.
Spojrzałem na tablicę z literami różnej wielkości. 
- Na samej górze.
- O, H, G, X, R, Q... - odpowiedziałem znudzony tymi wszystkimi badaniami.
- A teraz pod tym.
- C, A, W, E, T, Y...
- Jeszcze niżej.
- U, O, P, I, S, J...
- A to potrafisz?
- Z, B, N, M, K, L...
- Świetnie, a teraz pora na...
- Obiad - przerwałem.
 - - - - -

Staram się pisać dłuższe części. Chyba coś mi to nie wychodzi :D
No nic.
Do następnego!

sobota, 10 stycznia 2015

Część piąta

Wczesnym wieczorem najedzona wyszłam z fast food'a. Opatuliłam się bardziej szalikiem i wrzuciłam do ust miętową gumę. Nie lubiałam ich, ale wolałam mieć pewność, że osoba z którą rozmawiam nie będzie czuła tego co jadłam. Spokojnie skręciłam w prawo wracając do domu. Spuściłam lekko głowę patrząc na czubki moich butów. Wtedy nagle  usłyszałam za mną ostre hamowanie samochodu. Odwróciłam się i zobaczyłam człowieka leżącego na jezdni, a przed nim samochód. Kierowca wyszedł z pojazdu i pochylił się nad poszkodowanym. Podeszłam bliżej. Kierowcą był mężczyzna. Podbiegłam do niego.
- Niech pani dzwoni na pogotowie! - spojrzał na mnie błagalnie.
Wyciągnęłam telefon i szybko wybrałam numer alarmowy. 
- Dobry, Maggie Smith lat 18 - powiedziałam szybko.
" Co się stało? "
- W-wypadek n-na Qiuet Street - zaczęłam się jąkać ze stresu.
" Są jacyś poszkodowani? "
- T-tak! - bardziej przyjrzałam się sylwetce leżącej na asfalcie - M-mężczyzna...
" Oddycha? "
- Oddycha? - zwróciłam się do mężczyzny.
- Słabo...
- Słabo - rzuciłam do słuchawki.
'' Ma jakieś rany? "
Szturchnęłam pochylonego mężczyznę.
- Ma rany? 
- Chyba nie...
- Raczej nie - podniosłam głos w rozmowie telefonicznej.
" Już wysyłamy pomoc. "
- Dziękuję - rozłączyłam się.
Również pochyliłam się nad poszkodowanym. Skądś go kojarzyłam... 
Rozległ się dźwięk pogotowia. 
* Livia *
- Heeej Nicole! - przywitałam moją kuzynkę w drzwiach przytulając ją.
- Cześć kochana. Uuu, jaki ładny dom! - zachwyciła się.
- Przedwczoraj się wprowadziłam - uśmiechnęłam się - kawa czy herbata? 
- Poproszę latte.
Podniosłam brew pytająco.
- Ok, będzie rozpuszczalna - oparłam się o blat zmywarki szukając kawy.
Coś zaczęło mi wibrować w kieszeni spodni. Wyciągnęłam telefon. Maggie, odebrałam.
- Co cię tak długo nie ma?
" Słuchaj, był wypadek. Podejrzewam, że poszkodowany to... Niall z naszej klasy, pamiętasz? "
- To niemożliwe - zaczęłam się martwić o Mag.
" Możliwe. Będę później, albo przeczekam. Mogę być potrzebna. "
- No dobra, jak chcesz. 
" Twoja kuzynka może się przespać w mojej sypialni. Będę miała pewność, że nie podpalisz domu. "
- Jasne. Wracaj szybko.
" Jakby co, to dzwoń. Pa. "
Rozłączyłam się. 
- Gdzie twoja współlokatorka? - Nicole usiadła na kanapie.
- Jest świadkiem wypadku. Przeczeka do rana, znam ją. Będziesz spała u niej zamiast w hotelu, ok?
- Ojej... dobrze.
- Boję się o nią.
- Czemu?
- W poszkodowanym rozpoznaje kolegę z klasy, Nialla Horana. 

Część czwarta

- O mamo... nogi mnie bolą... - marudziła Liv.
Szła po chodniku obładowana torbami. Ja też nie wyglądałam lepiej.
- Ja niosę zestaw talerzy, więc nie marudź... 
- Jest! - ucieszyła się, gdy byłyśmy blisko domu.
Chwiejnym krokiem doszłyśmy do drzwi i położylyśmy wszystko w holu. Obie od razu usiadłyśmy na kanapie.
- Matko... ile nas nie było? - zapytałam zdyszana.
Moja współlokatorka wyciągnęła telefon.
- 5 godzin... wiedziałam, że tak będzie... - zwrócila twarz w moją stronę.
Przytuliłam ją. 
- Fajnie się mamy, nie? - zapytałam.
- Nooo... szczerze, myślałam, że to będzie jakaś rudera bez kanalizacji...
- E tam... teraz najważniejsze... 
- Co?
- Pra...
- TRALALALALA! - przerwałam mi.
- Jak będziemy zarabiać? Utrzymanie takiego domu nie będzie łatwe...
- Wiem, ale...
Moje spojrzenie sprawiło, że nie dokończyła zdania. Westchnęła tylko.
- Idę spać. Dobranoc... - mruknęła udając się do sypialni.
- Do jutra... - udałam się do swojej.
Oparłam się o parapet okna w sypialni. Piękny widok, a w dodatku deszcz. Ślicznie. Dłonią przejechałam po lodowatej szybie. 
" To dopiero początek, Mag. " - usłyszałam głos w mojej głowie.
Udałam się do łazienki w celu zmycia makijażu. Opłukałam twarz wodą. Ubrałam się w pidżamę i po chwili juź zasypiałam w moim łóżku z myślą: 
" To dopiero początek, Maggie. " 
*** 
- Maaag... Maaag... - coś mną szturchało.
Otworzyłam leniwie jedno oko przecierając je.
- Co się stało...? - wydałam z siebie ten ochrypły, poranny głos.
- Mam dla ciebie wiadomość... 
- Jaką..? 
- Wiem, że chciałaś znaleźć pracę...
- No...?
- Znalazłam nam pracę! 
Natychmiast usiadłam na łóźku.
- Gdzie?!
- W tej restauracji, gdzie wczoraj byłyśmy.
- To świetnie! - przytuliłam ją.
- Tylko jest jeszcze jedna sprawa... - spuściła głowę - Zaczynamy... eee... to znaczy... wiesz...
Zaczęłam się niepokoić.
- Przeszkadzało by ci, gdybyś musiała pracować od dzisiaj...? 
- Mamy pół godziny! - krzyknęłam biegnąc do łazienki.
*** 
- Ledwo co się dzisiaj przez ciebie wyrobiłam! 
- Sorry... wiesz jak to jest...
- Dobra... jesteś głodna? 
- Nie za bardzo...
- No tak. Ja nie jadłam śniadania.
- Oj, nie gniewaj się. 
Wracałyśmy z pracy. Restauracja wyjątkowo chętnie przyjmowała nowych pracowników. Szef był miły i oprowadził nas po lokalu. Później poznałyśmy pracowników. Nie było źle.
- Ja idę coś zjeść. Ty idź do domu, ok? 
- Ale na pewno się nie gniewasz...? 
- Na pewno! - przytuliłam ją.
- Jakby co to dzisiaj przychodzi moja kuzynka.
- Mieszka tu? - zapytałam bezsensownie, przecież nie jechałaby z Irlandii do Londynu.
- Nie, wcale. 
- Zaraz umrę z głodu, lecę! - skręciłam w prawo, a Liv w lewo w stronę naszego domu.
- Pa! - pomachała mi.
Za niecałe 10 minut byłam u drzwi McDonalda.
- Ach... jak ja kocham jeść... - powiedziałam sama do siebie.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Część trzecia

Obudziłam się w swoim łóżku. Palcami musnęłam kołdrę i zamknęłam ponownie oczy rozkoszując się lenistwem. Jednak i to nie trwało długo.
- MAGGIE! WSTAWAJ, SZKODA DNIA! - ktoś głośno krzycząc zaczął skakać po moim łóżku. Zrzuciłam kołdrę z siebie i usiadłam na łóżku.
- Wstałaaam... - oznajmiłam ochrypłym głosem przecierając oczy i dopiero teraz zobaczyłam Livię, przestała śpiewać.
- Dzisiaj idziemy na zakupy, kochana! Rusz się! - wyszła z pokoju. 
- Oooo... - westchnęłam i znów się położyłam.
Tak bardzo mi się nie chciało. Nagle poczułam, że burczy mi w brzuchu. No tak, od razu jak obejrzałyśmy dom, legnęłam na łóżko i zasnęłam. Przeturlałam się na drugi koniec łóżka. Wysunęłam stopę i położyłam ją na podłodze. Była zimna. Teraz dopiero poczułam falę chłodu wylaniając się z poza ciepłego materiału. Podskakując z nogi na nogę zbiegłam po schodach. Liv siedziała w salono - kuchni na kanapie czytając jakiś magazyn.
- Ej, co tak zimno? - spytałam dygocząc w progu. 
Wstała z kanapy. No tak, ona miała dlugą pidżamę, z ja spałam w krótkich spodenkach i podkoszulku.
- Kurde, nie włączyłyśmy ogrzewania! - wybiegła z pokoju. 
Otuliłam się w jakiś koc i usiadłam na kanapie w salonie Liv. 
Kiedyś był to jej dom. Rodzice, oczekując nienarodzonej jeszcze Liv, wyprowadzili się do Irlandii i zostawili dom, myśląc, że Liv kiedyś tam zamieszka. Było tu więc dość dużo zostawionych rzeczy takich jak na przykład koce, prześcieradła, obrusy, poduszki i takie tam. 
- Kaloryfery opanowane. Wodę tylko włączyć... - przeszła w około pokoju i znowu wyszła. 
- Masz kapcie? - zapytałam głośnym tonem.
- Tak - wychyliła się - w czarnej walizce gdzieś na wierzchu...
- Dzięki! - pobiegłam do sypialni dalej otulona kocem nie zważając na zimną podłogę.
Dopadłam czarną walizkę i zaczęłam w niej grzebać. Wyciągnęlam z niej parę kapci - króliczków.
- Ooo... jakie słodkie...
Założyłam je i weszłam do łazienki gdzie grzebała Liv. Spojrzała na mnie i wybuchła śmiechem.
- Mogę je zatrzymać...? - poprosiłam z uśmiechem.
- Tak, pod warunkiem, że ja dostnę kapcie - kotki! - nie przestawała się śmiać.
Poprawiłam koc spoczywający namoich ramionach i udałam się do swojej łazienki.
- Udało się! Możesz się umyć! - zawołała z dołu.
Napuściłam wody do wanny i zatopiłam się w niej po uszy. Nie miałam szamponu, więc po prostu spłukałam włosy wodą. Gdy byłam już ubrana w legginsy i jeansową koszulę zrobiłam sobie " turban " na głowie i zaczęłam grzebać w torbie za suszarką. Gdy ją znalazłam, zaczęłam suszyć białe jak śnieg włosy. Gdy były suche, przyjrzałam się im krytycznie. W 10 minut doprowadziłam je do stanu " normal " i zrobiłam makijaż. 
- To co, idziemy? - krzyknęłam zbiegając po schodach i równocześnie ubierając płaszcz. 
- Momencik! 
Sprawdziłam jeszcze czy mam dokumenty i portfel. Wyciągnęłam mojego iPhone'a. Miałam 1 wiadomość z wczoraj, od mamy: 
" Zadzwoń jak będziesz mogła, dobranoc "
Kliknęłam ma zieloną słuchawkę. Po trzech sygnałach odezwał się znajomy głos: 
" No nareszcie! Martwiłam się! "
- Byłam zmęczona i zapomniałam zadzwonić, wybacz.
" I jak ci się podoba? "
- Cudownie! Mam własne piętro, Liv mieszka na dole. Mamy po trzy duże pokoje, więc nie musisz się martwić.
" To świetnie. Nie przeszkadzam ci? "
- Nie, idziemy na miasto. 
" Wyślę ci kilka rzeczy... "
- Nie musisz, mamo...
" Jakieś koce, prześcieradła, obrusy, zasłony...
- Postaram się kupić coś dzisiaj...
" Przyślę coś. Muszę wracać do pracy, kocham cię!
- Cześć, mamo - rozłączyłam się.
Livia wychodziła właśnie z łazienki. Miała na sobie jeansy i białą bluzkę z napisem " I love cookies ". 
- Co u mamy? - zapytała ubierając buty. 
- Nawet się nie spytałam... - przypomniałam sobie o butach i założyłam moje białe martensy.
- I żeby to znowu nie trwało 5 godzin tak jak ostatnio! - ostrzegła wkładając podobny płaszcz do mojego.
- Nie lubisz zakupów ze mną...? - zrobiłam minę typu " kotek z Shreka ". 
- Jasne, że lubię! - zamknęła dom i wzięła mnie pod ramię.
Ruszyłyśmy chodnikiem. Gdy zobaczyłam restaurację, nie mogłam się powstrzymać.
- Shopping uważam za otwarty! - krzyknęłam biegnąc w stronę restauracji.

Część druga

Zamek  drzwi szczęknął. Weszłyśmy do przestronnego holu:


 












Rzuciłyśmy rzeczy na podłogę.
- Czyli ty masz dół, tak? - upewniłam się.
- Tak. Chodź zobaczyć! - wbiegła do pierwszych drzwi, a ja tuż za nią.
Była to łazienka:




- Śliczna! - krzyknęła.
- To chodź dalej - weszłyśmy do drugich drzwi.
Ech, sypialnia:




Liv nie mogła wyjść z podziwu.
- Ja się boję, co będzie w następnych...
Trzecie drzwi - salon z kuchnią:




- Chodź zobaczyć górę!
Weszłyśmy szybko po schodach. Hol:




Pierwsze drzwi to była turkusowa łazienka:




Drugie przedstawiały sypialnię:



- Wow... - to jedyne co powiedziałam, widząc salon i kuchnię:




Spojrzałyśmy sobie w oczy i jednocześnie pisnęłyśmy.

czwartek, 1 stycznia 2015

Część pierwsza

- Dobra, gdzie teraz? - zapytałam rozglądając się po cudownym Londynie.
Podziwiałam zdobione latarnie, czerwone autobusy ciągle kursujące po ruchliwych drogach i wtedy dopiero poczułam magię tego pięknego miasta.
- Eee... - mruknęła Liv próbując czytać kartkę z adresem naszego domu i wybudzając mnie z zamyśleń.
- Och... daj mi tą kartkę - wyrwałam jej z rąk kawałek papieru.
- Qu..ie...t...  str...eet... 9... Quiet street 9 - przeczytałam mrużąc oczy.
Liv wyciągnęła mapę i przyjrzała się jej dokładnie.
- Jesteśmy tu... - wskazała palcem Word Street. -  Czyli około dziesięć minut autobusem i jesteśmy... 
Podeszłam do rozkładu jazdy i zaczęłam studiować godziny kursów do Quiet Street.
- Jedzie dopiero o 18.00... super, za pół godziny... - założyłam ręce.
Stałyśmy tak przystępując z nogi na nogę bo robiło się chłodniej. 
- Chodź do jakiejś knajpy... głodna jestem... - marudziła Liv.
- Dobra ... - westchnęłam i przelotnie spojrzałam na zegar sojący przy przystanku. - Mamy dwadzieści pięć minut... bierzemy bagaże i lecimy się nażreć...
***
Weszłyśmy do McDonalda wyglądając jak wielkie podróżniczki. Liv miała na plecach wielki plecak a w obu rękach wypchane po brzegi torby. Ja natoniast miałam dwie torby przewieszone przez ramiona i ogromny plecak na plecach, który z kolei bardzo mnie obciążał. Kolejka w tych godzinach stopniowo malała.
- Stań w kolejce, prooooszę! - Liv zrobiła minę szczeniaka.
- Ok... - wywróciłam oczami.
Dziewczyna wzięła ode mnie bagaże i zniknęła w tłumie. Po chwili wróciła mówiąc:
- Frytki, Coca - Cola i sałatka! 
I znowu zniknęła w tłumie, a przede mną była tylko jedna osoba. 
- Nie, ten zestaw miał być WEGETARIAŃSKI! Nie rozumie pani?! WEGETARIAŃSKI! - zawzięcie tłumaczyła trzydziestoletnia pani  wymachując rękami. Klepnęłam się otwartą ręką w czoło, bo wiedziałam, że zanim zamówię cokolwiek to minie dużo czasu.