Zostałam nominowana przez ~ Mixi Hideki ~ ( gorąco polecam zajrzeć na jej blogi:
http://podwojna-dusza.blogspot.com/,
http://spotkanie-wsrod-krwi.blogspot.com/,
http://swiatninjanaszymioczami.blogspot.com/,
http://watahakrwawejpelni.blogspot.com/
^^ )
Odpowiedzi na pytania:
1.Czy kiedykolwiek pomyślałeś/aś o tym, że fajniej byłoby być kimś innym? Jeśli tak to kim?
Raczej o tym nie myślałam :)
2. Co robisz, żeby poprawić sobie humor?
Rysuję.
3. Jaką postacią z filmu/anime/książki byś był?
Nie wiem.
4. Wolisz czytać czy pisać?
Obydwie rzeczy tak samo lubię robić.
5. Kim chciał(a)byś zostać w przyszłości?
Psyholożką.
6. Twój ulubiony portal społecznościowy?
Ask.fm
7. Jaki kolor mają ściany Twojego pokoju?
Fioletowy.
8. Jakiej potrawy nie cierpisz?
Nie cierpię ostrych potraw.
9. Czego byś nie zrobił/a nawet za 10000000$?
Nie oddałabym moich rodziców. Brata to może tak, ale rodziców nie xD
10. Kiedy wpadłeś/aś na pomysł prowadzenia bloga i dlaczego to robisz?
Na samym początku to byłam zwykłą Directioners. Później wpadłam na pomysł zrobienia fanficka. Zaczęłam pisać najpierw na telefonie. Zdecydowałam się przelać to wszystko na bloga ( w czym pomogła mi właśnie Mixi :)). Piszę to z nudów.
11. Jaka była Twoja reakcja, gdy dowiedziałeś/aś się, że zostałeś/aś nominowana?
Szczerze...? Przez cały dzień strasznie mnie nosiło :D
Nominuję:
http://podwojna-dusza.blogspot.com/
http://watahakrwawejpelni.blogspot.com/
http://dark-story-with-niall-horan.blogspot.com/
Na razie tyle nominacji :)
Pytania:
1. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
2. Masz zwierzę? Jeśli tak, to jakie?
3. Ulubiona książka?
4. Ulubione filmy?
5. Kim jest twój idol?
6. Ile czasu spędzasz na komputerze/tablecie/komórce?
7. Jaki kraj chciałabyś/ chciałybyście zwiedzić?
8. Masz przyjaciela/przyjaciółkę/przyjaciół/przyjaciółki?
9. Ulubiony smak lodów?
10. Ulubiony zespół muzyczny?
11. Co motywuje cię/ motywowało cię do pisania bloga?
Pozdrawiam gorąco! :))
poniedziałek, 2 lutego 2015
Część siódma
Weszłam do domu. Sciągnęłam płaszcz i buty. Na schodach stała Liv.
- Ćśśś... Nicole śpi...
Przy każdym jej kroku schody skrzypiały.
- Mag, podejdź trochę...
Podeszłam do schodów.
- Obróć się tylko tyłem...
Zrobiłam to co kazała. Wtedy podułam na plecach ogromny ciężar. Rękami złapałam łydki Liv.
- To za to, że cię nie było. Wio do kuchni, jeśli chcesz śniadanie.
Na palcach, co nie było takie łatwe niosąc Liv na barana, przeszłam do kuchni. Umieściłam Liv na kuchennym blacie. Sprawdziłam godzinę, 11.00. Nicole już na pewno nie śpi.
- Idę do niej, a ty tu rób śniadanie! Raz dwa!
Stąpając delikatnie po schodach usłyszałam ciche śpiewanie dochodzące z zamkniętych drzwi mojej sypialni. Cicho je otworzyłam. Śpiew się nasilił. Nicole siedziała na łóżku, plecami do drzwi i śpiewała " Thousand years " Christiny Perrie. Miała naprawdę piekny głos. Teraz dopiero zauważyłam jej czarne falowane włosy w nieładzie.
- Hej - uśmiechnęłam się, gdy skończyła piosenkę.
Odwróciła się zarumieniona.
- Ładnie śpiewasz - usiadłam obok niej.
- Dzięki...
- Maggie, nie miałyśmy okazji się poznać - wyciągnęłam do niej dłoń.
- Nicole - uścisnęła ją.
Wymieniłyśmy się uśmiechami.
- ŚNIADANIE! - ryknęła Livia z dołu.
Zerwałyśmy się i zeszłyśmy na dół. Ach, zapach naleśników poznam wszędzie, tylko szkoda, że przypalonych.
- Siadajcie, oto naleśniki " by Livia "!
- O, tym razem są czarne tylko z jednej strony - pokazałam jej język.
- To już sukces - przytaknęła Nicole siadając na kanapie.
- Starałam się...
- Dobra, nakładaj.
Wyciągnęłam z szafki trzy talerze. Liv nałożyła po dwa naleśniki i położyłam talerze na stoliku na przeciwko kanapy. Włączyłam pierwszy program. Wiadomości.
" Kolejna wpadka wielkiej gwiazdy! "
Przełączyłam na następny.
" Mały hipcio... "
Trzeci program.
" Baby, baby, baby, oooh... "
Czwarty.
" Dziś niebo może być lekko zachmurzone... "
Uh, piąty.
" Jak mogłeś mnie tak oszukać?! Ech, już nigdy mnie nie odzyskasz! "
Szósty.
" Kto wygra, kto wygra... GOOOOL!!! "
Siódmy.
" Już go atakuje z prawej strony... wyprzedza, wyprzedza... "
Ósmy.
" Wystawia i... zbija! Punkt! "
- Jakie to nudne... - mruknęłam przegryzając naleśnika.
Wyłączyłam TV i chciałam sięgnąć po naleśnika, ale talerz był pusty.
- Chwila nieuwagi i... Liv zdobywa naleśnika!
Obróciłam się do tyłu. Liv z naleśnikiem w ustach robiła kawę. Gdy Liv upuściła kubek z kawą chichot przeobraził się w śmiech.
Dzwonek do drzwi. Wstałam i ciągle się śmiejąc otworzyłam drzwi. Ech, kurier.
- Dzień dobry - mruknął.
- Dobry, dobry... - ciągle się śmiałam.
Oparłam się o framugę.
- Wnieść? - zapytał wskazując na tir z logo sklepu z meblami.
- Tak, tak... - ocierałam łzy chichocząc.
- Czy pani jest pod wpływem środków odurzających? - uważnie mi się przyjrzał.
- A czemu? - trochę spoważniałam.
- Pani taka wesoła... - pokręcił nosem - Coś mi tu śmierdzi...
Dopiero teraz wyczułam dziwny zapach unoszący się w powietrzu.
- Liv! Naleśniki! - krzyknęłam wbiegając do pomieszczenia.
Livia próbowała opanować dym unoszący się w salonie. Nicole próbowała uratować patelnię.
- Gotowe!
Weszłam do holu. Stały tam dwa ogromne kartony. Kurier podał mi kartkę i długopis.
- Proszę o podpisik.
Podpisałam się i wręczyłam kartkę kurierowi.
- Dobranoc! - machnął ręką.
- Yyy... dziękuję... nawzajem...
Zamknął za sobą drzwi.
- I co? - wyjrzałam do kuchni.
- Uratowałam patelnię! - z triumfem wykrzyknęła Nicole.
- - - - -
Huh. Udało się :D
Do następnego!
- Ćśśś... Nicole śpi...
Przy każdym jej kroku schody skrzypiały.
- Mag, podejdź trochę...
Podeszłam do schodów.
- Obróć się tylko tyłem...
Zrobiłam to co kazała. Wtedy podułam na plecach ogromny ciężar. Rękami złapałam łydki Liv.
- To za to, że cię nie było. Wio do kuchni, jeśli chcesz śniadanie.
Na palcach, co nie było takie łatwe niosąc Liv na barana, przeszłam do kuchni. Umieściłam Liv na kuchennym blacie. Sprawdziłam godzinę, 11.00. Nicole już na pewno nie śpi.
- Idę do niej, a ty tu rób śniadanie! Raz dwa!
Stąpając delikatnie po schodach usłyszałam ciche śpiewanie dochodzące z zamkniętych drzwi mojej sypialni. Cicho je otworzyłam. Śpiew się nasilił. Nicole siedziała na łóżku, plecami do drzwi i śpiewała " Thousand years " Christiny Perrie. Miała naprawdę piekny głos. Teraz dopiero zauważyłam jej czarne falowane włosy w nieładzie.
- Hej - uśmiechnęłam się, gdy skończyła piosenkę.
Odwróciła się zarumieniona.
- Ładnie śpiewasz - usiadłam obok niej.
- Dzięki...
- Maggie, nie miałyśmy okazji się poznać - wyciągnęłam do niej dłoń.
- Nicole - uścisnęła ją.
Wymieniłyśmy się uśmiechami.
- ŚNIADANIE! - ryknęła Livia z dołu.
Zerwałyśmy się i zeszłyśmy na dół. Ach, zapach naleśników poznam wszędzie, tylko szkoda, że przypalonych.
- Siadajcie, oto naleśniki " by Livia "!
- O, tym razem są czarne tylko z jednej strony - pokazałam jej język.
- To już sukces - przytaknęła Nicole siadając na kanapie.
- Starałam się...
- Dobra, nakładaj.
Wyciągnęłam z szafki trzy talerze. Liv nałożyła po dwa naleśniki i położyłam talerze na stoliku na przeciwko kanapy. Włączyłam pierwszy program. Wiadomości.
" Kolejna wpadka wielkiej gwiazdy! "
Przełączyłam na następny.
" Mały hipcio... "
Trzeci program.
" Baby, baby, baby, oooh... "
Czwarty.
" Dziś niebo może być lekko zachmurzone... "
Uh, piąty.
" Jak mogłeś mnie tak oszukać?! Ech, już nigdy mnie nie odzyskasz! "
Szósty.
" Kto wygra, kto wygra... GOOOOL!!! "
Siódmy.
" Już go atakuje z prawej strony... wyprzedza, wyprzedza... "
Ósmy.
" Wystawia i... zbija! Punkt! "
- Jakie to nudne... - mruknęłam przegryzając naleśnika.
Wyłączyłam TV i chciałam sięgnąć po naleśnika, ale talerz był pusty.
- Chwila nieuwagi i... Liv zdobywa naleśnika!
Obróciłam się do tyłu. Liv z naleśnikiem w ustach robiła kawę. Gdy Liv upuściła kubek z kawą chichot przeobraził się w śmiech.
Dzwonek do drzwi. Wstałam i ciągle się śmiejąc otworzyłam drzwi. Ech, kurier.
- Dzień dobry - mruknął.
- Dobry, dobry... - ciągle się śmiałam.
Oparłam się o framugę.
- Wnieść? - zapytał wskazując na tir z logo sklepu z meblami.
- Tak, tak... - ocierałam łzy chichocząc.
- Czy pani jest pod wpływem środków odurzających? - uważnie mi się przyjrzał.
- A czemu? - trochę spoważniałam.
- Pani taka wesoła... - pokręcił nosem - Coś mi tu śmierdzi...
Dopiero teraz wyczułam dziwny zapach unoszący się w powietrzu.
- Liv! Naleśniki! - krzyknęłam wbiegając do pomieszczenia.
Livia próbowała opanować dym unoszący się w salonie. Nicole próbowała uratować patelnię.
- Gotowe!
Weszłam do holu. Stały tam dwa ogromne kartony. Kurier podał mi kartkę i długopis.
- Proszę o podpisik.
Podpisałam się i wręczyłam kartkę kurierowi.
- Dobranoc! - machnął ręką.
- Yyy... dziękuję... nawzajem...
Zamknął za sobą drzwi.
- I co? - wyjrzałam do kuchni.
- Uratowałam patelnię! - z triumfem wykrzyknęła Nicole.
- - - - -
Huh. Udało się :D
Do następnego!
Część szósta
Nie obudziłam się w łóżku. Obudziłam się na krześle w szpitalnym korytarzu. Próbowałam wstać, miałam nogi jak z waty. Lekarz wyszedł z swojego gabinetu.
- Dzień dobry, czekała pani?
- Tak. Co z nim?
- Jest osłabiony. Powoli się rozbudza...
- Mogę go zobaczyć? - przerwałam doktorowi.
- Nie za długo, sala 20 - uśmiechnął się.
- Dziękuję!
Szybko znalazłam salę 20. Była piętro niżej. Powoli otworzyłam białe drzwi. Zobaczyłam blondyna leżącego w łóżku. To na pewno był Niall. Otworzył niebieskie oczy.
- Hej, nie przeszkadzam? - szepnęłam.
Chłopak przyjrzał się mi.
- Maggie?
- A któż by inny? - uśmiechnęłam się.
Usiadł na łóżku.
- Jak ty tu... - wyjąkał.
- Jestem świadkiem wypadku... - przysiadłam na krześle obok Nialla.
- Jak to się stało?
- Nie wiem.
- Mieszkasz w Londynie? - zapytaliśmy jednocześnie, na co zachichotałam, za to Niall był dalej w lekkim szoku.
- Mieszkam tu razem z Livią.
- Tą Livią?
- Tak, a ty?
- Mieszkam tu z Harrym.
- Tym Harrym?
- Tak - tym razem on się uśmiechnął - pracujesz gdzieś?
- Yyy... w restauracji, a ty?
- Nie pracuję.
- Masz jakieś hobby?
- Piszę piosenki... - spuścił głowę.
- Jeju, to super.
- Serio?
- Taaak...
Naszą rozmowę przerwał lekarz:
- Panie Horan, czeka nas kilka badań.
Wstałam z krzesła.
- Odwiedzę cię jeszcze, wracaj do zdrowia! - pomachałam mu wychodząc.
- Hej - rzucił pogodnym głosem.
Gdy byłam na korytarzu postanowiłam zadzwonić do Liv.
- Liv, żyjesz?
" Jakoś... i co? To Niall? "
- Tak. Poznał mnie.
" Jak się czuje? "
- Nawet nieźle.
" To dobrze. Podjechać pod ciebie? "
- Nie musisz.
" Ok, to przynajmniej zrobię ci śniadanie. "
- I kawę!
" Taaa, jasne. Ok wracaj szybko! "
- Paa!
Schowałam telefon do kieszeni. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłam do przystanku.
* Niall *
Spotkałem Maggie, to niemożliwe. A jednak.
- Niall, mógłbyś się skupić? - poprosił lekarz.
- Tak, już czytam.
Spojrzałem na tablicę z literami różnej wielkości.
- Na samej górze.
- O, H, G, X, R, Q... - odpowiedziałem znudzony tymi wszystkimi badaniami.
- A teraz pod tym.
- C, A, W, E, T, Y...
- Jeszcze niżej.
- U, O, P, I, S, J...
- A to potrafisz?
- Z, B, N, M, K, L...
- Świetnie, a teraz pora na...
- Obiad - przerwałem.
- - - - -
Staram się pisać dłuższe części. Chyba coś mi to nie wychodzi :D
No nic.
Do następnego!
- Dzień dobry, czekała pani?
- Tak. Co z nim?
- Jest osłabiony. Powoli się rozbudza...
- Mogę go zobaczyć? - przerwałam doktorowi.
- Nie za długo, sala 20 - uśmiechnął się.
- Dziękuję!
Szybko znalazłam salę 20. Była piętro niżej. Powoli otworzyłam białe drzwi. Zobaczyłam blondyna leżącego w łóżku. To na pewno był Niall. Otworzył niebieskie oczy.
- Hej, nie przeszkadzam? - szepnęłam.
Chłopak przyjrzał się mi.
- Maggie?
- A któż by inny? - uśmiechnęłam się.
Usiadł na łóżku.
- Jak ty tu... - wyjąkał.
- Jestem świadkiem wypadku... - przysiadłam na krześle obok Nialla.
- Jak to się stało?
- Nie wiem.
- Mieszkasz w Londynie? - zapytaliśmy jednocześnie, na co zachichotałam, za to Niall był dalej w lekkim szoku.
- Mieszkam tu razem z Livią.
- Tą Livią?
- Tak, a ty?
- Mieszkam tu z Harrym.
- Tym Harrym?
- Tak - tym razem on się uśmiechnął - pracujesz gdzieś?
- Yyy... w restauracji, a ty?
- Nie pracuję.
- Masz jakieś hobby?
- Piszę piosenki... - spuścił głowę.
- Jeju, to super.
- Serio?
- Taaak...
Naszą rozmowę przerwał lekarz:
- Panie Horan, czeka nas kilka badań.
Wstałam z krzesła.
- Odwiedzę cię jeszcze, wracaj do zdrowia! - pomachałam mu wychodząc.
- Hej - rzucił pogodnym głosem.
Gdy byłam na korytarzu postanowiłam zadzwonić do Liv.
- Liv, żyjesz?
" Jakoś... i co? To Niall? "
- Tak. Poznał mnie.
" Jak się czuje? "
- Nawet nieźle.
" To dobrze. Podjechać pod ciebie? "
- Nie musisz.
" Ok, to przynajmniej zrobię ci śniadanie. "
- I kawę!
" Taaa, jasne. Ok wracaj szybko! "
- Paa!
Schowałam telefon do kieszeni. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłam do przystanku.
* Niall *
Spotkałem Maggie, to niemożliwe. A jednak.
- Niall, mógłbyś się skupić? - poprosił lekarz.
- Tak, już czytam.
Spojrzałem na tablicę z literami różnej wielkości.
- Na samej górze.
- O, H, G, X, R, Q... - odpowiedziałem znudzony tymi wszystkimi badaniami.
- A teraz pod tym.
- C, A, W, E, T, Y...
- Jeszcze niżej.
- U, O, P, I, S, J...
- A to potrafisz?
- Z, B, N, M, K, L...
- Świetnie, a teraz pora na...
- Obiad - przerwałem.
- - - - -
Staram się pisać dłuższe części. Chyba coś mi to nie wychodzi :D
No nic.
Do następnego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)